Recenzje i opisy światowych hitów
Opis z filmweb.pl
Młody obiecujący prawnik Tomasz Strusiński (Mariusz Frankowski) traci świetnie opłacaną posadę w kancelarii. Niebawem otrzymuje propozycję nie do odrzucenia - jeśli zgodzi się na podejrzany eksperyment stanie się gwiazdą koszykówki i trafi na pierwsze strony gazet. Tak się właśnie dzieje - Struś po jednym, acz potężnym zastrzyku zyskuje nieprawdopodobną wręcz celność rzutu (patrz komiksy o Asteriksie i jego cudownym napoju). Mimo kompletnego braku pojęcia o sporcie i wzrostu 172 cm, skutecznością pod koszem bije na głowę nawet prawdziwych mistrzów (w filmie grają autentyczni koszykarze z Adamem Wójcikiem na czele). Wkrótce jednak bohaterem tej wydumanej intrygi zaczynają targać moralne wyrzuty. Nad jego głową krąży czarny charakter, tutaj noszący demoniczne nazwisko Dewilski i niewinna piękność, zdolna amatorka-fotograf Justyna.
Historia młodego człowieka, Tomka Strusińskiego, który po ukończeniu studiów prawniczych próbuje robić karierę w wielkim mieście. Aby zmienić swoje nudne życie i znaleźć miejsce w świecie opanowanym przez wielkie korporacje rozpoczyna współpracę z koncernem zajmującym się nowymi biotechnologiami, w którym jako uległy i posłuszny pracownik będzie mógł zdobyć sławę gwiazdy w klubie koszykówki.
Tomek Strusiński miał świetną pracę i ustabilizowaną pozycję. Jego życie uległo zmianie z chwilą gdy w kancelarii prawnej z prośbą o pomoc pojawiała się Justyna. Była ona córką prezesa bankrutującej fabryki azbestu, sponsorującej drużynę koszykarską. Staś zauroczony dziewczyną próbuje jej pomóc. Traci pracę, dziewczynę o której marzył. Jedyną szansą na uratowanie klubu są wygrane mecze. I wtedy pojawia się doktor Dewilski z tajemniczym preparatem, po którym Staś może stać się najlepszym koszykarzem.
[opis dystrybutora]
Opis z stopklatka.pl
TOMEK STRUSIŃSKI - dwudziestosześcioletni prawnik, jak wielu innych jego rówieśników przyjechał po studiach do Warszawy, aby robić karierę. Po trzech latach pełnej poświęcenia pracy odkrywa, że jest samotnym, zmęczonym i anonimowym człowiekiem w wielkim mieście. Przypadek sprawia, że jednym z jego klientów jest Klub Koszykówki. Ogromne pragnienie zmiany swojej anonimowej egzystencji popycha Tomka do desperackiej decyzji współpracy z potężnym koncernem pracującym nad nowymi biotechnologiami. Zamiast duszy Tomek sprzedaje swoje ciało.
W zamian za absolutną lojalność i posłuszeństwo, jego marzenia zaczynają się spełniać. Mimo średniego wzrostu rozpoczyna karierę gwiazdy koszykówki na wzór Michael Jordan, Shaquille O'Neal czy Adam Wójcik. “6 DNI STRUSIA” to żartobliwa opowieść o robieniu kariery w dużym mieście opanowanym przez wielkie korporacje.Czego Tomek Strusiński nie poświęci dla kariery?
KOSZYKÓWKA…
… jest jedną z najbardziej popularnych dyscyplin sportowych na świecie. Każdego roku wielomilionowa widownia ogląda na żywo i na ekranach telewizorów zmagania najważniejszej zawodowej ligi koszykówki - NBA oraz coraz mocniejsze i bardziej interesujące zawody europejskie.
W Polsce
koszykówka przeżywa swój wielki okres. Kluby koszykarskie rozwijają się bardzo dynamicznie osiągając coraz większe sukcesy. Zepter awansował do ekskluzywnej Suproligi, gdzie zagrają największe i najlepsze kluby europejskie. Kluby takie jak Anwil Włocławek czy Hoop Pruszków wystąpią w Pucharze Koracza - drugich co ważności rozgrywkach w Europie. Polska Liga Koszykówki stała się już pełnoprawną, zawodową ligą posiadającą koncesję Głównego Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu.
Koszykówka jest grą drużynową, gdzie każda z drużyn ma pięciu zawodników. Polega ona wrzucaniu piłki do kosza zawieszonego na wysokości 3,05 m nad parkietem. Oprócz tego różne aspekty gry są regulowane przez szczegółowe przepisy. Wszystko wydaje się banalnie proste, ale takie nie jest.
Recenzja z filmweb.pl
Jarosław Żamojda, począwszy od swojego debiutu fabularnego, konsekwentnie zdaje się zajmować tworzeniem kina przeznaczonego dla widowni, której wiek nie przekracza kilkunastu lat. O trafności takiego zamysłu reżyserskiego świadczy najlepiej niezwykła popularność, jaką cieszyły się obie części “Młodych wilków”, uznanych za ekranowy przebój dla młodzieży. Wobec takich reakcji, chybione zdawały się zarzuty krytyków, wytykających reżyserowi naiwność prezentowanych wątków i infantylizm ujęcia poruszanej problematyki.
Do tej samej, nastoletniej widowni, skierowany jest najnowszy obraz Żamojdy, “Sześć dni Strusia”, opowiadający historię miłosną dwojga młodych ludzi, zbudowaną na umoralniającym przeciwstawieniu niszczącej siły pieniądza i uwznioślającego uczucia. Podobnie jak w poprzednich produkcjach reżysera, również tu nie brakuje nagłych zwrotów akcji, intryg, urodziwych bohaterów i czyhających na nich niebezpieczeństw. Także aktualność tematyki, prezentującej współczesny świat konsumpcji jest tym, co wiąże “Sześć dni Strusia” z pozostałymi filmami Żamojdy. Obraz charakteryzuje się jednak odejściem od realistycznego przedstawiania środowisk i zagadnień typowych dla kina akcji. O ile bowiem mamy w “Sześciu dniach Strusia” wątki i tematy znane z rzeczywistości pozaekranowej, o tyle sposób ich przekazu wprowadza nas w świat daleko posuniętej fikcji, a nawet fantastyki.
Kiedy mianowicie bezwzględny, żądny materialnego sukcesu i sławy prawnik, Tomek Strusiński (Mariusz Frankowski), zakochuje się w Justynie ( Patrycja Durska-Mruk), córce prezesa bankrutującej fabryki azbestu, która sponsoruje drużynę koszykarzy, trafia na demonicznego doktora, postać rodem z obrazów science-fiction. Ten ostatni, o jednoznacznie brzmiącym nazwisku Dewilski, niczym figura szalonego naukowca z filmów o zdegenerowanym świecie przyszłości, opanowanym przez nieludzkie wynalazki, oferuje mu specyfik, który w sekundę uczyni z niego gwiazdę sportu. Szatański środek umożliwia Tomkowi zaimponowanie wrażliwej i delikatnej dziewczynie, którą pragnie przekonać o szlachetności swoich zamiarów. Zyskując niebywałą zdolność celnego rzucania do kosza, ratuje z opresji drużynę “Azbesty Pomorze” i zdobywa serce wybranki. Na tym jednak nie kończą się problemy sympatycznej pary, kontrakt z Dewilskim przewiduje bowiem obowiązek reklamowania szkodliwych, choć teoretycznie poprawiających kondycję “odżywek”dla sportowców. Dotrzymanie umowy oznaczałoby zaprzedanie się cynicznemu naukowcowi i rezygnację z ideałów niezależności oraz zasad fair play w sporcie. Co więcej, Justyna zaznała już kiedyś na własnej skórze “dobroczynnego” wpływu podobnych używek na zdrowie, zapadając na chorobę serca po zastosowaniu powyższych środków. Kolejną przeszkodą na drodze ku szczęściu jest uboczny efekt działania wstrzykniętej Tomkowi substancji, która w połączeniu z feromonem B ( produkowanym przez mózg pod wpływem miłości) wytwarza w organizmie zabójcze substancje. Tomek musi więc wybierać między uczuciem a karierą, a nawet zdrowiem.
Jak można się spodziewać, zgodnie z konwencją tego typu filmów, wszystko kończy się happy endem, dającym się zawrzeć w stwierdzeniu, że nad korzyści materialne i zewnętrzne oznaki sukcesu, czy prestiżu, ważniejsze są autentyzm, miłość i uczciwość. Proste zasady, proste przesłanie i prosta historia. Takie też było zresztą założenie autora, pragnącego stworzyć nową jakość w ramach kina popularnego, nieobarczonego ciężarem dżwigania odpowiedzialności za sublimację poziomu intelektualnego odbiorców. Zamierzona umowność wielu rozwiązań fabularnych, doskonale mieści się w konwencji “baśni miejskiej”, jak nazywa swój film sam reżyser, podkreślając celową archetypiczność postaci, podział bohaterów na czarne i białe charaktery oraz zrozumiałość przesłania zawartego w obrazie. Rozpoznawalność konwencji służy po prostu łatwiejszemu odnalezieniu się w fikcyjnym świecie, dzięki czemu mniej rażące, bo uzasadnione, stają się sentymentalizm i cukierkowość filmu.
Tym, co w założeniu stanowić miało o dodatkowej atrakcyjności “Sześciu dni Strusia” było wystylizowanie Warszawy, w której rozgrywa się akcja, na miasto pokroju prawdziwie europejskiej stolicy, z pięknymi, przestronnymi ulicami i zadbanymi fasadami budynków, a także, albo raczej przede wszystkim, wprowadzenie licznych scen ukazujących rozgrywki koszykówki.
Cokolwiek nie mówić by o filmie Jarosława Żamojdy, przyznać wypada, że stanowi on dość wyjątkową pozycję w rodzimym nurcie kina rozrywkowego spod znaku Maurera i Halskiego, uganiających się z naganem w ręku i przekleństwem na ustach za wszelkiej maści degeneratami. Rezygnacja z epatowania przemocą i naiwnym nihilizmem pozwoliła uniknąć żenująco schematycznych rozwiązań fabularnych oraz myślowych, silących się na nonszalancki luz intelektualny. Powierzenie zaś głównych ról debiutantom, wyszło na korzyść filmowi opowiadającemu o perypetiach uczuciowych młodych bohaterów, którzy odtwarzani przez niemiłosiernie eksploatowane gwiazdy ekranu, wypadliby niewiarygodnie.
W ramach określonej konwencji kina dla młodzieży, “Sześć dni Strusia” wyróżnia się zaś sprawnością realizacji i umiejętnością poprowadzenia intrygi fabularnej.
Najrzetelniejsze i najnowsze opisy do filmów światowego kina od największych kinomaniaków i znawców sztuki i muzyki filmowej. Zanim obejrzysz przeczytaj czy warto!
Zostaw komentarz